Aikido nie jest całym moim
życiem- jest jego niezwykle ważną częścią, ale nie jest dla mnie wszystkim. Powinienem w tym miejscu napisać zupełnie coś przeciwnego, że
nic poza nim mnie nie interesuje, że całe życie chciałem trenować Aikido, że oddaję się tylko temu i całą moją siłę i energię poświęcam na
zgłębianie jego tajników. Może w Polsce bądź na świecie są instruktorzy, którzy tak twierdzą bądź co jeszcze mniej prawdopodobnie czynią.
U mnie tak nie jest. Odkąd pamiętam chciałem zostać żołnierzem bądź historykiem. Te plany (marzenia) towarzyszyły mi na przestrzeni całej
Szkoły Podstawowej. Mniej więcej na początku lat 90-tych zafascynowały mnie filmy z udziałem Bruce'a Lee. To było moje pierwsze "spotkanie"
ze sztukami walki. Zaimponowała mi jego siła, odwaga, dyscyplina, jego wartości, to jak potrafił wygrywać z dużo silniejszymi od siebie
rywalami. Zapisałem się do klubu karate w Zabrzu, był to styl Kyukusinkai- bardzo twardy, niestety trafiłem już na schyłek świetności tego
niegdyś bardzo dobrego klubu- nie znalazłem tam tego czego szukałem. I tak przeszło po roku treningów dałem sobie spokój z karate. Jak to
u dzieci bywa szybko przerzuciłem swoje zainteresowania i chęć treningu na inna dyscyplinę- zacząłem trenować piłkę nożną w Górniku Zabrze
(do dziś jest to mój ukochany klub) ale znów czegoś zabrakło, to nie była moja droga. W szkole średniej już bardzo poważnie zacząłem myśleć
o tym by zostać zawodowym żołnierzem. By lepiej przygotować się do czekających mnie egzaminów w Wyższej Szkole Oficerskiej we Wrocławiu
(chciałem służyć w zwiadzie) zacząłem pracować w połowie 1997r w służbie ochrony. Tam spotkałem wiele osób trenujących Aikido (to od nich
o raz pierwszy usłyszałem, że coś takiego istnieje) po ich namowach na początku 1998r zacząłem treningi w Zabrzu na hali Matejki. Chciałem
trenować rok by w ten sposób jeszcze lepiej przygotować się do egzaminów. Waregowie (lepiej znani pod zachodnią nazwą Wikingów) mawiali,
że to nie my decydujemy o swoim losie, że został on już zapisany podczas naszych narodzin, i tak chyba było ze mną. Nie dane mi było zacząć
studia w wojsku. Na pół roku przed moimi egzaminami MSW dodało do przedmiotów egzaminacyjnych fizykę (w szkole średniej byłem na profilu
humanistycznym i już w II klasie przestałem mięć wykładany ten przedmiot) tak więc zdałem sobie sprawę, że mam niewielkie szanse by się tam
dostać. Złożyłem swoje podanie na Uniwersytet Śląski na drugą moją miłość- historię (bym miał mniej dylematów egzaminy do Szkoły Wojskowej
i na UŚ miałem tego samego dnia). Jak się okazało był to dobry wybór, po latach mogę powiedzieć, że studia te ukształtowały mnie jako
człowieka- zrozumiałem czego chcę i co chcę robić w życiu. Patrząc teraz w przeszłość widzę, że Aikido z każdym rokiem stawało się coraz
ważniejsze, coraz więcej czasu mu poświęcałem, aż doszło do tego, że miałem czas tylko na historię i Aikido. Jednak na początku nie znalazłem
w dojo tego co mnie zafascynowało w filmach z Brucem Lee. Brakowało mi tego co zawsze w moim życiu było bardzo ważne, zrozumiałem wtedy,
że w sztukach walk jest tak samo jak w życiu, nie zawsze jest tak jak sobie młody człowiek wyobraża, nie zawsze marzenie przechodzi
w rzeczywistość. Jednocześnie zrozumiałem, że tylko ja mogę sprawić by moje marzenia i wizja tego wszystkiego stała się rzeczywistością.
Zawsze twierdziłem, że w świecie tym powinny obowiązywać twarde reguły a pojęcie honoru, braterstwa, kodeksu moralnego powinny obowiązywać
wszystkich i być przewodnim działaniem osób trenującym Aikido. Chciałem i dalej do tego dążę by był to inny świat od tego, który nas otacza
(romantyk powiecie, ale przecież to właśnie takie marzenia kształtowały nasz świat). Miałem swoje marzenia, to były szczęśliwe chwile w moim
życiu- studia gdzie dojrzewałem intelektualnie i dojo gdzie szukałem swoich marzeń. Z czasem zacząłem dostrzegać, że rzeczywistość jest inna.
Podczas rozłamu w Aikido byłem blisko, bardzo blisko przerwania treningów. Jakiż to rozłam doprowadził mnie tak blisko tej decyzji?
Gdy w 1998r trafiłem na sekcję w Zabrzu akurat trenowano tam system Shudokan- był to brytyjski styl utworzony przez Soke Stratona. Szczerze
powiedziawszy w tamtym czasie niewiele mnie obchodziło jaki system trenowałem. Liczyło się to, czego szukałem i jakich tam ludzi spotkałem.
A spotkałem cudownych ludzi, większość z nich szukała tego samego co ja, treningi z nimi to niezapomniane chwile, do końca życia będę
pamiętał Piotrka ćwiczącego w kimonie o dwa rozmiary za małym, Michała, który nigdy się nie podkładał, Łukasza i jego energię i wielu
wielu innych. Nie zapomnę naszych pierwszych stażów jeszcze z Soke Stratonem (zdążyłem na ostatni) a przede wszystkim z Kenem Robsonem.
Do dnia dzisiejszego z tych wszystkich osób ćwiczą cztery osoby, większość zrezygnowała z różnych powodów, ale dalej utrzymuję z nimi
bardzo serdeczny kontakt. Niestety grupa instruktorów nie mogła dojść do porozumienia i tak nastąpił rozłam, część pozostała w Shudokanie
a reszta w tym dojo w którym ćwiczyłem przeszła do Yoshinkanu. Do dnia dzisiejszego zastanawiam się czemu wtedy nie odszedłemm- poniekąd
zdecydowały o tym , to co zobaczyłem wcześniej na Ukrainie- tamtejsza organizacja i stosunek ludzi do tego co robią, zobaczyłem, że może
być inaczej niż u nas. Zrozumiałem, że są także inni, którzy chcą żyć według zasad, którymi i ja się kierowałem. Wtedy też zdałem sobie
sprawę, że Aikido zaczyna być dla mnie coraz ważniejsze. Zostałem i dziś uważam, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
W III.2004r zacząłem prowadzić grupę dziecięcą w dojo w Zabrzu-Helence. Była to moja pierwsza sekcja, którą stworzyłem od samego początku
(tzn. grupę, bo pomysł stworzenia dojo w tym miejscu i całą resztę prac z tym związanych wykonali państwo Krzywiccy). Początki były
trudne, ale powoli, ciężką pracą sekcja się rozwijała. Prowadziłem tą sekcję ponad trzy lata, mam do niej wielki sentyment, niestety
w wyniku zrezygnowania ze współpracy z federacja z którą współpracowałem musiałem zrezygnować z dalszego jej prowadzenia. Jednak w tamtym
czasie tj. w połowie roku 2004 byłem pewien, że zostanę wykładowcą na Uniwersytecie (studia dość dobrze mi szły, miałem też propozycję
rozpoczęcia studiów doktoranckich).. I tak minęły dwa lata, w X.2006r zdałem egzamin na 1 dana- egzaminował mnie shihan Terada, wtedy 9
dan a dziś posiadacz najwyższego stopnia na świecie 10 dan. Po tym egzaminie stanąłem przed ważnym wyborem- zając się na poważnie Aikido
czy wybrać pracę w polskim szkolnictwie (akurat pół roku wcześniej skończyłem studia pod koniec roku miałem zakończyć okres praktyk w
szkole). Był to ciężki okres dla mnie, niestety pogodzenie tych dwóch rzeczy nie było możliwe, wiedziałem, że tylko jedno z nich mogę
robić zawodowo. W końcu po wielu przemyśleniach wybrałem drogę Aikido- czy słusznie czas pokaże, wiem jedno, ani jednego dnia nie
żałowałem, że dokonałem takiego wyboru. Moje marzenia, ideały i zasady staram się wcielać w życie dojo, staram się by moi uczniowie w
każdym wieku zaczęli podążać moja drogą- jeśli mi się to uda uznam, że wybór, który dokonałem był dobry. W II.2007r otworzyłem swoje
pierwsze dojo w Gliwicach- Sośnicy, na dzień dzisiejszy ćwiczy w nim ponad 70 osób, jako nieliczni w kraju posiadamy całodobowe dojo.
W IV.2008r moje dojo otrzymało nazwę Shun Puu Kan- wiosenny wiatr, odziedziczyłem dojo o wspaniałej historii, moim celem jest zapisanie
kolejnych wspaniałych kart w jego historii. 1.XI.2008r zdałem egzamin na 2 dana-egzaminował mnie Matsuo sensei ówczesny 7 dan, dzisiaj
już 8 dan. W X.2008r otworzyłem kolejne dojo w Pyskowicach. Od VII.2008r po wielu latach kontaktów z ludźmi trenującymi Aikido na Ukrainie
moje dojo rozpoczęło współpracę z ich federacjami- mam nadzieję, że jest to początek tworzenia czegoś naprawdę dużego, niech będzie to
także przykład dla innych, że można coś tworzyć a nie tylko burzyć. Aikido nie jest całym moim życiem, jest jego fundamentem, który
mogłem połączyć z moimi zasadami. W japońskiej tradycji nazywa się to bushido (droga wojownika)- niepisany kodeks honorowy, który
każdy z nas powinien przestrzegać. W końcu odnalazłem swoją drogę i harmonię.
Copyright by Krzysztof Wróblewski Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone