Seminarium z Rubensem senseiem zamykało rok 2008. Sensei przyjechał do Lwowa na zaproszenie
Aleksandra Kozłowskiego- seminarium odbyło się w dniach 5-7.XII.2008r. Z naszego dojo pojechałem tylko ja i Magda- nikt inny niestety nie mógł jechać.
Przygody zaczęły się już na granicy gdzie okazało się, że trwa strajk tzw 'mrówek" ( w telewizji od dwóch dni ogłaszano, że policja przywróciła
już porządek na tej granicy)a piesze przejście graniczne jest zamknięte z powodu awarii systemu komputerowego u ukraińskich celników. Jakimś cudem
przejechaliśmy granice dzięki uprzejmości jednego z polskich kierowców. Reszta podróży obyła się już bez większych atrakcji. Seminarium rozpoczęło
się w piątek od godz.9, trwało dwie godziny- na tym treningu nie robiliśmy nic specjalnego, kichondoza i kilka technik kichon-waza. Od godz. 11
do 15 była przerwa. Oczywiście wykorzystaliśmy ją na spacer po centrum. Dopiero na drugim treningu Rubens sensei pokazał na co go stać. Od samego
początku kamae i kichondoza wykonywana w szybkim tempie, było ciężko a póżniej ćwiczyliśmy ustawianie się w 4 linie- pod koniec doszliśmy do takiej
wprawy, że 120 osób ustawiało się w 4 linie w ok. 15 sekund. Dopiero gdy osiągnęliśmy ten czas już widocznie zadowolony sensei przeszedł do kolejnej
rzeczy- ćwiczyliśmy pracę z partnerem w kichondozie renzoku. Pierwszy raz ćwiczyłem coś podobnego, ale bardzo mi się spodobało i z całą pewnością
będziemy to ćwiczyć w dojo.
Wieczór spędziliśmy z ludzmi z Kamieńca Podolskiego i Kijowa- było bardzo miło. W sobotę plan treningów był taki sam
z tym, że techniki były rzutowe więc większą część tego dnia spędziliśmy ćwicząc w rzędach. Później robiliśmy te same techniki przy ataku dwóch
uke, następnie były kombinacje tych technik. Po pierwszym treningu pojechaliśmy z senseiem na obiad. Dużo o sobie opowiadał. Spytałem się go jak
zaczęła się jego przygoda z aikido. Okazało się, że dość niezwykle- przebywając w 1984r w Indiach, pewnego dnia zobaczył na plaży dwóch mężczyzn,
którzy w kimonach coś ćwiczyli. Byli to Francuzi i trenowali aikido. Rubens sensei tak zafascynował się tym co zobaczył, że postanowił to zgłębić.
Pojechał prosto do Japonii. Gdy w Tokio zaczął szukać dojo trafił na jeden z tamtejszych uniwersytetów gdzie odbywały się zajęcia z aikido- nie
spodobało mu się tam jednak, to nie było to czego szukał (Rubens opowiadał, że na tym uniwersytecie w tym roku w którym odwiedził tą sekcję zginęły
na tatami dwie osoby). Następnego dnia wybrał się na miasto (była to niedziela) w celu poszukiwania dojo- wszystkie spotkane osoby nie miały pojęcia
gdzie może się znajdować. Gdy pytał kolejną już spotkaną osobę usłyszał rytmiczne uderzenia o tatami-poszedł za tym odgłosem i tak trafił na dojo
Yoshinakan Aikido senseia Takeno. Tu w końcu odnalazł to czego szukał, został i wkrótce stał się jednym z najlepszych uczniów senseia. Mieszkał w
dojo, dbał o nie a w zamian mógł uczęszczać na treningi. Trenował całymi dniami. Później stał się jednym z najlepszych uczniów Gozo Shiody- wraz z
Ando (dzisiejszy szef wyszkolenia w Hombu Dojo). Po jakimś czasie wrócił do Wielkiej Brytanii i tam założył swoje dojo. Dziś moim zdaniem ze
wszystkich mistrzów, których miałem przyjemność poznać prezentuje największą dynamikę podczas wykonywanych przez siebie technik, a także jest
zwolennikiem bardzo ciężkiej dyscypliny na tatami. Seminarium kończyło się w niedziele i znów na początek kichondoza i trochę technik kichon waza,
a na koniec sensei rozbawił wszystkich pokazując i karząc nam robić jednocześnie w cztery osoby pompki. Wieczorem wszyscy spotkaliśmy się na
sayonara party- nie obyło się oczywiście bez śpiewów- zaśpiewaliśmy wspólnie "hej sokoły", Ukraińcy swoje pieśni a na koniec Rubens sensei zaśpiewał
coś swojego. W tej wyśmienitej atmosferze póżnym wieczorem rozeszliśmy się do domów. Chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować Wolodi
Warciszynowi za gościnę i nocne rozmowy przy naszym ukochanym lwowskim.
Opracował: Michał Wachowicz
Copyright by Krzysztof Wróblewski Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone