Kancho do Polski przyleciał w czwartek 24.09.2009r, w piątek odbył się trening instruktorski (17-18.30),
na którym ćwiczyliśmy drobne szczegóły technik a także szczegółowe elementy każdej dzwigni. Kancho był zdziwiony
ideą takiego treningu, mówił, że z czymś takim spotkał się po raz pierwszy. Osobiście uważam, że treningi takie są
niezwykle potrzebne, pozwalają poćwiczyć w gronie wysokich stopni, wymienić się uwagami, doświadczeniami. Wieczorem
wszyscy instruktorzy zjedli w towarzystwie Kancho kolację. W sobotę rozpoczęło się seminarium - z naszej federacji
przez trzy dni przez tatami przewinęło się 20 osób. Niestety nie udało się zorganizować treningu tylko dla dzieci,
o co usilnie zabiegałem. Ale rozmawiałem już na ten temat z kancho i następnym razem nie będzie przeciwwskazań ku
temu by takie treningi miały miejsce. Na pierwszym treningu (10-11.30) tradycyjnie ćwiczyliśmy kichondozę
(podobnie jak na Ukrainie najwięcej kancho zwracał uwagę na hirikinojose 1). Na drugim treningu (12-13) zaczęliśmy
od kichon - wazy - katate mochi shihonage 1, później zrobiliśmy jej dwa warianty. Na obiad pojechaliśmy do restauracji
japońskiej w Bytomiu, jedzenie było wyśmienite, na koniec zapchaliśmy się lodami i perspektywa szybkiego treningu
nie była zbyt miła. Na szczęście trening zaczęliśmy spokojnie - kata mochi ikkajo 1, więc był czas by trochę
przetrawić posiłek. Tą technikę miałem przyjemność poćwiczyć z Japończykiem Katsuchiro, który przyleciał prosto
z Japonii na to seminarium, bardzo dobrze mi się z nim ćwiczyło (później ćwiczyliśmy jeszcze wielokrotnie). Kolejną
techniką była aimochi nikkajo - technika szybka i "przyjemna" dla naszych nadgarstków, później wróciliśmy do
kichon - waza, katatemochi nikkajo 1.
Ostatnią techniką dnia była technika rzutowa katamochi nikkajo nage.
I tak skończyliśmy pierwszy dzień seminarium, tak jak się spodziewałem poświęcony był podstawom. Wieczorem
pojechaliśmy do pabu, impreza trochę się przeciągnęła ale przecież nie mamy okazji na co dzień by się spotkać
i porozmawiać. W niedzielę na pierwszym treningu(10-11.30) znów robiliśmy kichondozę a tekże kichondozę z partnerem,
następnie przeszliśmy do kichon - wazy - katate mochi kikkajo 1 (znów cierpiały nadgarstki), po niej ćwiczyliśmy
modyfikacje tej techniki - aimocho nikkajo 2 (nadgarstki już puchły), trening zakończyliśmy katatemochi nikkajo 2.
Drugi trening (12-13) rozpoczęliśmy od zmodyfikowanej techniki katatemochi nikkajo nage, po niej znów powrót do
kicho - wazy - kata mochi nikkajo 2. Ostatnią techniką była katate mochi hijijime 1. Dzień ten znacznie różnił
się od seminarium na Ukrainie, dla mnie to dobrze bo mogłem poćwiczyć różne rzeczy. Wieczorny trening (17-18.30)
rozpoczęliśmy tradycyjnie od kichondozy, następnie ćwiczyliśmy yokomenuchi hijijime 1 i jego modyfikacje
(teraz z kolei cierpiały nasze łokcie), później ryoutemochi iriminage 1, shoumenuchi shoumen iriminage 1.
Dzień ten zakończyliśmy techniką rzutową katatemochi hijiate kokyunage.
Wieczorem wybraliśmy się do zajazdu
myśliwskiego w Tarnowskich Górach, kancho trochę poopowiadał o swoim ojcu, o tym jak zaczął treningi. Byliśmy
przekonani, że uczył się tylko z ojcem ale jak się okazało było zupełnie inaczej- Shioda junior tak jak inni
ćwiczył w normalnej grupie oczywiście pod kierunkiem swojego ojca. W poniedziałek na pierwszy rzut poszedł
yokomenuchi hijiate kokyunage, jak się później okazało dzień ten w całości został poświęcony technikom rzutowym.
Było trochę kicho wazy, tski kotegaeshi 1, ushiro nage (trafiłem przy tej technice do fajnej grupy, same czarne
pasy, co jeden gorszy wariat od drugiego). Ostatni trening (12-13.30) był już ciężki - same techniki rzutowe
zakończone kombinacją dwóch technik-shoumenuchi iriminage 2 i shoumenuchi kokyunege. Seminarium bardzo mi się
podobało, nie było co prawda jakiś niesamowitych technik, czy technik, których nie znałem (w odróżnieniu od
seminarium z sianem Joe Thambu), ale podobał mi się sposób ich prowadzenia. Seminarium nie było nudne, osoby
nieco mniej zaawansowane mogły naprawdę dużo się nauczyć. Patrząc przekrojowo na oba seminaria, muszę stwierdzić,
że dużo z nich wyciągnąłem - poćwiczyłem przez 6 dni (16 treningów-21 godzin na tatami) głównie podstawy -
a jak zawsze powtarzam tego nigdy za dużo.
W poniedziałek po seminarium pojechaliśmy do Chaty Polaka, do naszego
sponsora p. Bogdana Polaka - jak zwykle ugoszczono nas po królewsku, wypiliśmy nawet z p. Bogdanem jego specjał
"miodulę". Od wtorku nasza federacja "przejmowała" kancho, odpowiedzialni byliśmy za wycieczki. We wtorek
pojechaliśmy do Krakowa. Zaczęliśmy od Barbakanu przez bramę Floriańską i ul. Floriańską. Trochę jeszcze
pospacerowaliśmy i w związku z tym, że było zimno poszliśmy się ogrzać do pijalni czekolady "Wedel"
(polecam bardzo dobre czekolady). Następnie spacerem udaliśmy się na Wawel. Nasi goście byli pod wielkim wrażeniem,
opowiedziałem im trochę o historii Polski, o królach, których widzieli w katedrze. Prosto z Wawelu zeszliśmy nad
Wisłę i już na obiad - oczywiście do tradycyjnej restauracji polskiej. Po obiedzie udaliśmy się do sukiennic, nasi
goście pokupowali sobie trochę pamiątek i tak niestety bardzo szybko minął nam dzień. Do Piekar Śląskich
(tam w hotelu nocowali Japończycy) dotarliśmy ok. godz. 21.
Na środę przewidzieliśmy coś ekstra - 320m w dół,
kopalnia Guido w Zabrzu. Chcieliśmy by kancho poznał trochę nasz region i to jak ciężko pracuje duża cześć
ludzi zamieszkująca Śląsk. Wycieczka się udała, kancho był pod dużym wrażeniem kopalni i ludzi, którzy pracują
w tych ciężkich warunkach. Wieczorem odbyła się niewielka sayonara party - podziękowaliśmy kancho za przyjazd
i mam nadzieję, że nie była to ostatnia jego wizyta.
Opracował: Michał Wachowicz
Copyright by Krzysztof Wróblewski Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone