Na tą wizytę czekaliśmy długo, w końcu wspólnym wysiłkiem polskich i ukraińskiej federacji udało
nam się zaprosić kancho. Kim jest kancho? Jednym słowem prezydentem Międzynarodowej Federacji
Yoshinkan Aikido (w skład, którego wchodzi i nasza federacja), ponadto jest synem Gozo
Shiody - założyciela stylu Yoshinkan. Byłem bardzo ciekaw jakim człowiekiem jest jego syn i
oczywiście jakie posiada umiejętności. Yasuhisa Shioda posiada 8 dan, jednak moim zdaniem jego
poziom techniczny jest w tym momencie mniej ważny, ważne by był dobrym organizatorem, zarządcą,
mediatorem bo to w tym momencie jest bardzo potrzebne Yoshinkan. Kancho swoją wizytę po Europie
rozpoczął od Ukrainy. Tym razem na Ukrainę pojechałem tylko z Magdą . W czwartek rano wyruszyliśmy
w drogę, we Lwowie byliśmy ok. godz.16, zostawiliśmy rzeczy w dojo (dojo także jest po remoncie -
wygląda teraz naprawdę świetnie - zwłaszcza ściany wyłożone w ozdobnym bambusie) i pojechaliśmy do
centrum-mieliśmy czas do 22. Wieczorem w dojo zastaliśmy już chłopaków z Kamieńca Podolskiego -
trochę porozmawialiśmy i niestety czas było się zbierać spać bo o 10 rano zaczynał się trening.
Byłem bardzo ciekaw jaki plan założył sobie kancho na te seminarium, co chciał z nami przećwiczyć.
Pierwszy trening (10-11.30) tak jak przypuszczałem poświęcony był kichondozie (długo ćwiczyliśmy
hirikinojose 1), poprawnemu kamae i seiza i kiritsu. Kancho najwidoczniej chciał się przekonać
na jakim poziomie jesteśmy. Drugi trening (12-13) poświęcony był już technikom z kichon wazy
(katate mochi shihonage 1) potem robiliśmy dwa inne warianty z podstawowej techniki shihonage,
trening zakończył się drugą techniką z kichon wazy shoumen uchi ikkajo 1. Pierwsze wrażenia
pozytywne, może nie ćwiczyliśmy jakiś super technik, ale coraz bardziej zaczynam rozumieć ciągła
potrzebę udoskonalania podstaw, to ona decyduje o naszym rozwoju. Na obiad zostaliśmy zaproszeni
przez Yuriego Hladczenkę (koordynator z ramienia Akademi Aikibujutsu wizyty kancho Shiody na Ukrainie)
poznałem tam trzech instruktorów z Rosji (2 z Petersburga i 1 z Moskwy). Oczywiście tematem rozmów
było aikido, kancho nasze nadzieje z nim związane, wymieniliśmy się także doświadczeniami. Trzeci
trening (16.30-18.00) po wykonaniu kichondozy się skończył, tak tak, to nie błąd, kancho zgromadził
nas na środku i tłumaczył wiele szczegółów, odpowiadał także na pytania, które mógł zadać każdy z
nas - tylko raz spotkałem się z czymś podobnym, było to na seminarium z Nagano senseiem. Po treningu
poszliśmy z Magdą jak to mówią Ukraińcy pohulać troszkę po mieście, o 22 zaplanowane było spotkanie
w dojo na Sychowie- jak zwykle spędziliśmy tam miło czas. Sobotnie treningi rozpoczęły się tak samo
jak piątkowe tzn. pierwszy trening (10-11.30). I znów kichondoza, po niej ćwiczyliśmy jej bardziej
zaawansowaną formę czyli kichondozę z partnerem i tak minął pierwszy trening. Zauważyłem, że kancho
dalej nas sprawdza obserwuje na jakim poziomie jesteśmy, chyba jest zadowolony skoro ciągle idziemy
dalej i nie robi powtórzeń. Drugi trening (12-13) poświęcony jest dźwigni nikkajo - zaczęliśmy od
kicho waza - katate mochi nikkajo 1 później przeszliśmy do jej wariantów, podobni zresztą jak było
dnia wczorajszego z shihonage. I na tym skończyliśmy przedpołudniowe treningi. Na obiad wybraliśmy
się wspólnie z Olgą (żona Aleksa) i chłopakami z Kamieńca Podolskiego, czas szybko minął
i musieliśmy wracać na trening (16.30-18). Ćwiczyliśmy na nim techniki rzutowe - ikkajonage,
iriminage ani się obejrzeliśmy a już trening się skończył. Po treningu wraz z Aleksem i Siergiejem
(instruktor Aikido Aikikai a także jujitsu) ze Stanisławowa(Iwano Frankowsk) pojechaliśmy na kolację
z kancho. Na początek Shioda miał kilka pytań o organizację seminarium w Polsce, ja z kolei miałem
kilka pytań dotyczących wycieczek organizowanych przez naszą federację. Pytałem także o organizację
specjalnych kursów instruktorskich w Honbu Dojo, jak się dowiedziałem nie byłem pierwszy, który o to
pytał. Później rozmowa zeszła na bardziej towarzyskie tematy, zaśpiewaliśmy z Aleksem nasz przebój
„hej sokoły” (niektórzy twierdzą inaczej ale to oczywiście zazdrość przez nich przemawia)
i kolacja dobiegła końca. W niedzielę treningi były tylko do popołudnia ( 10-11.30, 12-13)
ćwiczyliśmy już na nich tylko techniki rzutowe choć ciągle poruszaliśmy się wśród technik
podstawowych ( kotegaeshi, hijiatekokyunage) było także kilka różnych wariantów ich wykonania.
I tak skończyło się seminarium, na godz.17 przewidziane było embutaikai w klubie „Milenium” -
zaproszonych było 500 gości. Występowały wszystkie doja z Ukrainy, muszę przyznać, że dużo nam
jeszcze brakuje w kwestii organizacji takiej galii, wszystko wypadło świetnie, publiczność dopisała,
sponsorzy również, pokazy niezwykle udane. Po oficjalnym zakończeniu gali, kancho zaprosił
wszystkich instruktorów na rozmowę-dyskutowaliśmy nad rozwojem Yoshinkan Aikido, o tym czego my
oczekujemy od Honbu dojo a czego Japonia oczekuje od nas, spotkanie myślę, że było potrzebne.
W poniedziałek wieczorem byliśmy jeszcze w klubie na spotkaniu kancho, już na całkowitym
luzie - pośpiewaliśmy sobie na karaoke, potańczyliśmy, pograliśmy w kręgle i w ten miły dzień
musieliśmy pożegnać się z naszymi przyjaciółmi bo rano czekała nas podróż powrotna do domu. Po
tym seminarium zrozumiałem, że kancho nastawił się całkowicie na podstawy, nie szedł dalej oparł
się tylko na nich. Muszę przyznać, że seminarium mi się podobało- konkretne, osoby nieco mniej
zaawansowane mogły naprawdę dużo się nauczyć a te bardziej zaawansowane mogły podszlifować swoją
technikę a tego nigdy za dużo, tak więc wrażenia jak najbardziej pozytywne, ciekawe czy takie samo
seminarium kancho zrobi w Polsce.
Opracował: Michał Wachowicz
Copyright by Krzysztof Wróblewski Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone